Krótka bajka o (nie)konsekwencji

 

Weronika (zwana czasami Werdzillą, ewentualnie także Nazgulem…), od zawsze ma problem z czesaniem włosów. Jest to problem ogromny. Nieogarniony i nieopanowany, a przy tym – niezrozumiały i niewytłumaczalny. Każdemu czesaniu,  a nawet tylko zapowiedzi czesania towarzyszą jęki, wyrywanie się, płacz, histeria. Czasem nawet zanim grzebień dotknie jej włosów. Nawet bardziej wtedy, bo wraz z czesaniem jakoś cały ten ból magicznie przechodzi. Jednocześnie upiera się, że chce mieć długie włosy i nie zgadza się na ich zgolenie…

W dodatku ostatnie kilka tygodni nie było najlepsze dla Weroniki. Co prawda zaskoczony świat dowiedział się, że „matematyka jest lepsza od słodyczy”, ale co przy tym było jęków, wrzasków, demonstracyjnego ignorowania próśb o posprzątanie pokoju czy choćby tylko podniesienie leżących na podłodze ubrań, to tylko nieszczęśni świadkowie tych mąk wiedzą.

W przeddzień swoich siódmych urodzin, Weronika dała prawdziwy koncert. Specjalnie dla niej kupiona przez Leszka i Alusię szczotka, wyjątkowo miękka – zaginęła, a Weronika nawet nie podjęła próby jej odszukania. Sam tylko widok grzebienia w dłoni Mamy, grzebienia, dodajmy, wcale jeszcze nie przyłożonego do włosów, sprowokował wybuch histerii. Żadne apele do zdrowego rozsądku nic nie pomogły. Czasu coraz mniej, trzeba się pakować do samochodu i jechać na lekcję tańca, a tancerka ma głowę całą w strąkach i kołtunach. Co tu robić, trudna rada..?

Przyszło na koniec do gróźb – ale i to nic nie dało.

Wypowiedziane groźby należy realizować, tego domaga się konsekwencja i zdrowy rozsądek. Inaczej – cóż potem zrobić..?

Weronika nie pojechała zatem na copiątkową lekcję tańca. Została w swoim pokoju.

To była groźba pierwsza – i została zrealizowana. Konsekwentnie.

Nie wywołało to śladu skruchy.

Drugą groźbą było pozostawienie Weroniki zamkniętej w jej pokoju także następnego dnia. W dzień jej siódmych urodzin. A urodziny Weroniki, jakoś tak przyjęło się – obchodzone są co roku szczególnie hucznie. Zawsze jest mnóstwo gości, są atrakcje, jest wspaniały tort (od pani Kasi z targu!). Nikt inny z rodzeństwa tak hucznie swojego święta nie obchodzi.

No i co tu zrobić, skoro nawet „przepraszam” ani widu, ani słychu..?

Tort zamówiony. Goście zaproszeni.

Trudna rada – być konsekwentnym (i żywić jakąś, niewielką bo niewielką, ale przecież nie całkiem zerową nadzieję na refleksję i poprawę) i w konsekwencji zepsuć uroczysty dzień? Czy być niekonsekwentnym i nie psuć zabawy w imię być może złudnej nadziei na lepszą przyszłość..?

Zabawa była świetna. Był wspaniały tort. Były lody. Byli wujkowie i ciocia z dziećmi, ognisko, tańce i śpiewy.

Konsekwencji nie było. Była niekonsekwencja.

Czy wynika z tej (nie)konsekwencji jakiś morał..? Albo wynika, albo nie wynika – na razie nie wiadomo. Zapewne zobaczy się za jakiś czas.

Za to Mamie i Tacie majaczą się na odległym horyzoncie pewne postulaty:

Po pierwsze – przydałaby się jakaś „gorąca linia”, łącząca bezpośrednio z Duchem Świętym. Ale tak, żeby zawsze odbierał i od razu odpowiadał na pytania! Bo tu nie ma czasu, trzeba reagować natychmiast – a skutki konsekwencji lub niekonsekwencji objawią się kiedyś, w przyszłości, może za dziesiątki lat dopiero… Zdecydowanie, sztywne łącze z Duchem Świętym byłoby jak znalazł!

Po drugie – od czasu do czasu przydałyby się zatyczki do uszu.

Po trzecie – różne białe proszki dostają codziennie niektóre konie, jeśli się leczą. Białe proszki dostają także dzieci – profilaktycznie. A rodzice..? Dlaczego rodzice nic..?! Deputat na biały proszek na odstresowanie – przydałby się…



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bajka o najpiękniejszej

O "zasadzie kopernikańskiej" w życiu społecznym

Bajka o ostatnim ciasteczku...