Krótka bajka o tym, jak Dzielna Mama z Potworem walczyła.

Ten dzień zaczął się jak wiele innych dni – a zarazem w jedyny, niepowtarzalny sposób, właściwy tylko i wyłącznie TEMU dniowi i żadnemu innemu – od dobiegających z pokoju najmłodszych dziewczynek (zwanego również Smoczą Jamą) odgłosów przesuwanych zabawek.

Nie wiadomo kto pierwszy usłyszał te oczywiste oznaki aktywności najmłodszej z córek, zwanej przez całą rodzinę Zochem Straszliwym. Czy była to Mama, wtulona w dwie poduszki – dużą i małą. Czy był to Tata, wtulony w Mamę. Tak, czy siak, wkrótce oboje otworzyli oczy. Przed Prawdą nie ma ucieczki. A Prawda była taka, że dzień się nieodwołalnie i bez najmniejszej możliwości odroczenia – rozpoczął…

Szczęśliwie udało się przebrnąć przez poranne czynności toaletowo – ubraniowe. Jedynie Jedyny Syn, Bronisław, zwany również Broisławem, w ciągu kilku chwil zdążył potknąć się o wszystko, o co tylko mógł, z własnymi nogami i nogami Mamy włącznie. Co pobudziło go do głośnego narzekania. Głośne narzekanie przed poranną kawą (po porannej kawie zresztą też nie…) nie jest czymś, co wzbudza entuzjazm u Mamy i Taty. Tym razem, na szczęście, jedynym głośno narzekającym okazał się Broisław. Kiedy skończył narzekać na Mamę, która rzekomo, klęcząc i zakładając pieluszkę Zochowi Straszliwemu podstawiła mu złośliwie nogę, kiedy przez nią przeskakiwał w sobie tylko znanej zabawie, ponarzekał na poranny chłód i na konieczność założenia ubrania.

Zwykle, do chóru głośnych narzekań dołącza także średnia córka Leokadia, zwana potocznie Smoczycą. Tym razem jednak, Smoczyca obudziła się w dobrym i łaskawym dla otoczenia humorze. Grzecznie przywitała się z Tatą i z Mamą (Mama aż się żachnęła na takie przywitanie, co Tacie nasunęło podejrzenie, iż Mama podejrzewa go o faworyzowanie Smoczycy… Tata nie czuje się w tej kwestii zupełnie bezwinny, niestety…), bez protestu zeszła z łóżeczka i sprawnie, sama się ubrała.

W czasie, kiedy Zoch Straszliwy budziła zaspaną, najstarszą córę Weronikę, zwaną potocznie Werdzillą, Tata szedł już karmić zwierzęta w gospodarstwie. Było około szóstej rano.

Tata w pierwszej kolejności wziął z chatki puszkę karmy dla Potwora – pamiętając, by wziąć właśnie puszkę karmy, a nie, leżącego bliżej drzwi, węża, używanego do nalewania wody pod Starą Wiatą, co mu się przed poranną kawą notorycznie zdarza.

Zadowolony z własnej, niespodziewanej przytomności Tata nakarmił Potwora, odstawił puszkę, która właśnie się skończyła (jedna puszka starcza przeciętnie na trzy karmienia) i rozłożył na podłodze boksu gospodarczego wiaderka i żłoby, w które należało wsypać paszę dla Staruszków – i w tym miejscu algorytm Porannego Karmienia, realizowany (wciąż PRZED poranną kawą..!) przez Tatę doznał fatalnego zawieszenia. Brakowało żłobu Apacza…

Tata w pierwszej chwili pomyślał, że żłób Apacza został do czegoś wykorzystany poprzedniego dnia, gdy Mama prowadziła jazdy. W Nowej Stajni jednak – żłobu nie było. Tata zadzwonił do Mamy, ale prawie od razu włączyła się poczta głosowa. Tata, sądząc że rozłączył połączenie, z telefonem w ręku (aby natychmiast odebrać, gdy Mama oddzwoni), poszedł do Starej Stajni. I znalazł żłób Apacza w jego boksie. Znakiem tego – sam Tata musiał tego żłobu zapomnieć zabrać po ostatnim karmieniu. Oj niedobrze, niedobrze..!

Nim Tata wrócił z odnalezionym żłobem do boksu gospodarczego – spotkał szukającą go po obejściu Mamę. Okazało się, że Tata wcale nie rozłączył połączenia i Mama nie mogła oddzwonić. Mama, nie wiedząc o co chodzi, pomyślała, że Tata złapał Potwora i czeka na Mamę, by go odrobaczyć. Tymczasem – Tata wcale a wcale nie pamiętał, że poprzedniego dnia kupili tabletkę na odrobaczanie i Potwora należy odrobaczyć. Jak to przed poranną kawą, nieprawdaż..?

Skoro jednak Mama z tabletką w ręku i Tata (ze żłobem Apacza w jednym, a telefonem w drugim ręku) byli obok boksu gospodarczego, gdzie Potwór wciąż jeszcze spożywał śniadanie – to nic nie stało na przeszkodzie, aby podjąć próbę wciśnięcia mu do gardła tabletki.

Tata wziął Potwora na ręce tak, aby trzymać wszystkie cztery łapy. Dwie przednie lewą ręką, dwie tylne prawą ręką. Lewa ręka nad prawą tak, aby Potwór był przytulony, możliwie jak najmocniej, do odzianego w grubą, zimową kurtkę (Broisław z tym porannym chłodem, to troszeczkę racji jednak miał…) brzucha Taty w pionie, z pyskiem skierowanym do góry, a ogonem skierowanym w dół.

Mama zajęła się pyskiem.

Pierwsza próba zakończyła się dotkliwym pogryzieniem prawej dłoni Mamy (a potem, już po porannej kawie, okazało się, że także lewego ucha Taty…).

Druga próba poszła niewiele lepiej. Mama próbowała rozewrzeć paszczę Potwora przy pomocy drewnianej łyżki, używanej przez Tatę do mieszania paszy. Nic to nie dało. Kły Potwora, owszem, zacisnęły się tym razem na trzonku łyżki, a nie na palcu Mamy – ale tabletka za nic nie chciała się zmieścić do paszczy.

Już wydawało się, że nic z tego nie będzie. Że Straszliwy Futrzany Potwór pokona Mamę i Tatę…

W tym momencie w Dzielną Mamę wstąpiła pradawna, chtoniczna Erynia! U starożytnych Greków bóstwa „chtoniczne”, to takie, które bytują nie na Olimpie, wysoko nad chmurami, ale pod ziemią. Są to bóstwa groźne. Odpowiadają za trzęsienia ziemi, zmiany faz Księżyca, śmierć, ale także – za narodziny nowego człowieka i za wzrost rzuconego do ziemi ziarna. Bóstwa chtoniczne czczone były najczęściej przez kobiety – w tajemnych, nocnych obrzędach, odprawianych przy pochodniach, gdzieś w rozpadlinach skał i w jaskiniach. A Erynie (trzy) to boginie zemsty…

No więc Dzielna Mama, jak na chtoniczną Erynię przystało (myślę, że była to Alekto – „Niestrudzona”…), chwyciła paszczę Potwora lewą dłonią. Rozwarła ją i błyskawicznym, ledwie możliwym do zauważenia ruchem – prawą dłonią wcisnęła tabletkę wprost do gardła. Potwór przełknął…

Potem pozostało tylko rozsmarowanie na karku Potwora (nieco już sflaczałego i spokorniałego, gdyż na całe to rozsmarowanie zareagował tylko nieśmiałym „miauuu…”) środka przeciw pasożytom zewnętrznym – i voilà, Dzielna Mama potwora pokonała..!

Jest przecież zootechnikiem…

Przy porannej kawie Mama zapytała Tatę – jak to się dzieje, że bunt wyzwala we mnie tyle siły..?

No cóż – odpowiedział Tata – sądzę, Kochanie, że jesteś po prostu urodzoną konserwatystką…



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Bajka o najpiękniejszej

O "zasadzie kopernikańskiej" w życiu społecznym

Bajka o ostatnim ciasteczku...