Posty

Skąd wziąć popiół z krowy..?

Obraz
Od lat mamy z Żoną obyczaj, że przed snem czytamy sobie na głos Pismo Święte. Jeden rozdział ze Starego Testamentu i jeden rozdział z Nowego. Nie to że każdego wieczoru. Oczywiście, że nie. Bywa, że jesteśmy zbyt zmęczeni, albo mamy gości, a czasem po prostu zapomnimy. Na ogół jednak – czytamy. W ten sposób Stary Testament czytamy już chyba po raz trzeci (i właśnie zmierzamy do finału Księgi Jozuego), zaś Nowy – nie pamiętam po raz który, ale co najmniej piąty. Dzieci niekiedy nawet napraszały się, żeby jeszcze zostać i posłuchać. Bo zwykle dzieje się to, gdy już pójdą do łóżek. Przy czym o ile ich ciekawość opowieści z Księgi Rodzaju wydawała się nam zrozumiała i czasem się zgadzaliśmy, o tyle potem, szczególnie przy Księdze Powtórzonego Prawa czy Księdze Kapłańskiej – goniliśmy do spania, bo czegóż niby miałyby się z tych zbiorów nieaktualnych przepisów dowiedzieć zajmującego..? Okazało się, że nawet już leżąc w łóżkach – jednak słuchały… Jak się tego dowiedzieliśmy..? Kilka ...

Najkrótsza bajka o Żonie

Obraz
Pewnego wieczoru, kiedy dzieci już dały się położyć do łóżek i nastała ta krótka chwila gdy, po bardzo pracowitym dniu, siedzimy sobie w fotelach w salonie i zbieramy siły, żeby wstać, pójść się umyć i położyć spać (czasem, dość rzadko, sącząc sobie przy tym wino owocowe z „Piwnicy Zamoyskiej” albo próbując obejrzeć puszczany na rzutniku na ścianę film – ale prawie nigdy w takim wypadku nie udaje się nam go dooglądać do końca…), Żona znienacka powiedziała: - weź ty napisz o mnie książkę..! - Książkę..? - Tak, książkę. Jaki dasz jej tytuł..? …. - „Żona ma zawsze rację”..!

Bajka o ostatnim ciasteczku...

Obraz
Przy niedzieli i jeszcze w Dzień Dziecka - pozwoliliśmy sobie na ciasteczko z herbatką zaraz po śniadanku. Nasza najmłodsza, Zosia (lat dwa i pół), siedzi sobie na kolanach Dzielnej Mamy, zajada ciasteczka, popija herbatką, dorośli prowadzą przyjemną konwersację. Pada pytanie: mogę jeszcze ciasteczko..? Dzielna Mama, w ramach pedagogiki permanentnej podchwyca okazję do nauki liczenia i pyta: a które to będzie ciasteczko..? - Trze... trze... trze...  ostatnie! Lat temu wiele, przy podobnej okazji równie inteligentnie wybrnęła z kłopotu także i Najstarsza, Weronika. Dzielna Mama namawiała ją wówczas, żeby zaśpiewała dla Taty "Sto lat". Po kilku próbach padło: Tata - duzio..! Nawet dostałem wtedy tort z takim napisem... Dawno to było. Zanim przestałem obchodzić rocznicę urodzin...

"Cancel culture" po polsku

Obraz
Jakiś czas temu pisałem na Fejsie o serialu "Dewajtis" . Już wtedy (zerknijcie do pierwszego komentarza) niewiarygodne wydało się nam zamknięcie wątku kupca Gierasimowa. Był to jeden z powodów, może nawet najważniejszy, dla którego nabyłem drogą kupna egzemplarz powieści Rodziewiczówny. I co się okazuje..? Okazuje się, że w powieści żadnego Gierasimowa... nie ma! Cała intryga z wyrębem lasu (w tym tytułowego dębu) uknuta jest przez utracjusza Witolda w porozumieniu z kowieńskimi Żydami. I to jednego z tych Żydów nokautuje pod Dewajtisem Marek Czertwan.  Za czym ów - nie wymieniony nawet przez autorkę z imienia - Żyd, pozbawiony możliwości dochodzenia swoich roszczeń, zarówno do wręczonych już Witoldowi 10 tysięcy rubli, jak i do odszkodowania za uszczerbek na własnym zdrowiu i honorze (przy czym ów brak możliwości skutecznego dochodzenia roszczeń drogą prawną wynika zarówno z zeznań - fałszywych - Ireny Orwidówny, co w serialu pokazano, jak i z łapówki, którą wręczył carskiem...

Bajka o najpiękniejszej

Obraz
Z salonu dobiegły odgłosy kłótni między młodszymi dziewczynkami. "Ty jesteś brzydka" "Nie, ja jestem ładna". Dzielna Mama podjęła próbę pilnej interwencji rozjemczo - pedagogicznej, występując z kuchni, gdzieśmy akurat wspólnie siedzieli, z dłuższą przemową, zakończoną pytaniem retorycznym: "Dziewczynki, ale naprawdę uważacie, że jest tylko jedna, najpiękniejsza kobieta na świecie?" Leokadia: "Tak. Ja!" Kurtyna.

O "zasadzie kopernikańskiej" w życiu społecznym

Obraz
Znowu ani krótko, ani bajkowo - ale takie mamy czasy! W naukach ścisłych "zasadą kopernikańską" nazywamy postulat, aby wszystkie elementy rzeczywistości traktować jednakowo, zakładać iż czas i przestrzeń oraz prawa przyrody - wszędzie są takie same, nie ma miejsc, ani momentów szczególnie wyróżnionych. Różnie to z tą "zasadą kopernikańską" w tychże naukach bywa. Nie miejsce ani czas, żeby tutaj się nad tym szczególnie pochylać. W każdym razie w granicach tej rzeczywistości, którą badamy w miarę bezpośrednio - świat rzeczywiście wydaje się być jednorodny i brak w nim jakichś oczywistych "miejsc uprzywilejowanych". Żyjemy sobie na planecie ani wielkiej, ani małej, tylko takiej zupełnie w sam raz - i, wszystko na to wskazuje, dość podobnej do nieprzeliczonej liczby innych planet. Planeta ta orbituje wokół typowej, bardzo w obserwowanym kosmosie często spotykanej gwiazdy, która to z kolei, typowa i częsta w kosmosie spotykana gwiazda krąży po dość peryferyjnym...

Zakrętki od butelek